Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 czerwca 2011

Kocyk

Kilka tygodni temu skończyłam robić szydełkowy kocyk.
Zaczynałam z myślą o Janku- miał być gotowy na jego narodziny. Ale Jaś pospieszył się trochę i przyszedł na świat, gdy kocyk był jeszcze zaledwie kilkunastoma odrębnymi kwadracikami. A potem zaabsorbowały mnie inne rzeczy i tak to się jakoś odwlekło... No, ale kiedyś trzeba było sprawę kocyka sfinalizować. Udało mi się to w ósmym miesiącu życia Jasia.


Tylko że kocyk zagarnęła Danusia.

Szydełkowy stwór ma wymiary, jak się okazało, idealne, by służyć jako narzuta na jej łóżeczko, poza tym Dania opracowała też inne sposoby jego wykorzystania ( był już suknią, płaszczem, kocem piknikowym).
Jedyne, co mi zostaje to zabierać się za kolejny. Tym razem postaram się pamiętać, żeby nie pakować w niego różowej włóczki;)

A trochę a propos to zrobiłam scrap:

- bardzo kolorowy, w sam raz na wyzwanie Mumki na portalu Polki scrapują.
Na moim najulubieńszym papierze z nowej kolekcji Mint ILS.

Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich tu zaglądających i życzę miłej niedzieli:)

środa, 23 lutego 2011

Pan Ogórek

Powstał dziś przed południem, na specjalne zamówienie Danusi. Jest filcowy, zielony cały, ma czapkę i szalik (bo zimno) wyszydełkowane naprędce, ale nie ma sandałów (bo nie pasują do czapki i szalika).

Skończyła mi się watolina, której używam do wypełnień wszelakich, wypchałam więc ogórka starymi rajstopkami Danusi, pociętymi w paseczki, więc jest trochę recyklingowo.
Tak Pan Ogórek wygląda bez czapki:


Danusia dostała dziś lalkę, której dramatyczna historia, do złudzenia przypominająca nieszczęsną historię Kopciuszka, kończy się, podobnie jak kopciuszkowa, na balu, na którym lalka tańczy walca ze swoim ukochanym, a potem żyją długo i szczęśliwie. Pan Ogórek wystąpił dziś, trochę z braku laku (a dokładnie z braku czegoś kenopodobnego), w roli księcia! :)


A propos Kopciuszka, na pierwszym zdjęciu Pan Ogórek pozuje na tle pokaźnego książkowego stosiku. To nasze łupy z biblioteki, w której byłyśmy dziś po raz pierwszy z Danusią.

Wybierałyśmy się do biblioteki odkąd tylko sprowadziliśmy się do miasta nad Bugiem, ale wiecznie coś nam stawało na drodze. W końcu się jednak udało, Danusia bardzo zadowolona, połowa jej książek już przeczytana:) No, mnie z moimi zejdzie się pewnie troszkę dłużej...

Nie napisałam skąd ogórkowa inspiracja, ale myślę, że wszyscy się domyślają?:)
Dla przywołania wspomnień:



Pamiętacie? :)

Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 20 listopada 2010

Świetliście, wciąż jesiennie i małomiasteczkowo

Jak w tytule :)
Najpierw świetliście, bo dziś w Art-Piaskownicy nowa edycja fotogry z tematem ŚWIATŁA:

Czyż nie ze światła zrobiony jest wiewiórczy ogon?Jesiennie, bo tydzień temu udało się nam jeszcze w słońcu i cieple pospacerować po listopadowym parku:A tu ja w kolejnej, mocno jesiennej, wersji szaliczka:I na koniec trochę mojego miasteczka, które po latach mieszkania w stolicy odkrywam na nowo. I które coraz bardziej lubię:
Jak tu się nie uśmiechnąć na taki widok? :)
Pozdrawiam jak zwykle serdecznie wszystkich zaglądających!

wtorek, 26 października 2010

Zwyczajność codzienności i trochę kolorów

Bardzo dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa, powitania, gratulacje i życzenia, które płyną do nas nieprzerwanie od narodzin Jasia. Dziś mijają trzy tygodnie od jego zbyt wczesnego jeszcze pojawienia się na świecie. To był dla mnie niezwykły czas, trudny i piękny, ale nie umiem jeszcze o nim opowiadać. Powoli jednak zanurzamy się w kojącą zwyczajność codzienności i wszystko, co napawało lękiem odchodzi w niepamięć. Powoli...Wygląda na to, że głównie to się u nas śpi i spaceruje po parku :) Niestety, nie ma tak dobrze...
W "międzyczasie" szydełkuję sobie szaliczek. Już drugi, pierwszy z czapeczką do kompletu powstał jeszcze przed narodzinami Jasia. Tak, tak, chodzi o TEN szaliczek:) Czy jest tu ktoś, kto jeszcze takiego nie posiada?:)A te bajecznie kolorowe fotografie obok szaliczka to katalog serbskiej firmy IVKO projektującej i produkującej cudowne dzianinowe ubrania. Dostałam go od mojej kochanej J., która podziela moje uwielbienie dla intensywnych barw i odważnych deseni. Miałam czym karmić oczy w szpitalnej monotonii kolorystycznej:) Zajrzyjcie koniecznie na stronę www.ivko-knits.com Jest zachwycająca! Urzekła mnie też muzyka, którą możecie tam usłyszeć, więcej do posłuchania tu.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających na Makowe Pole, jeszcze raz dziękuję za każde zostawione pod ostatnim postem dobre słowo.

poniedziałek, 4 października 2010

Grzybowy wysyp

Trudno odmówić uroku czerwonym muchomorom, prawda?
Grzybkowy motyw chodzi już za mną od dawna. Nie mogę teraz niestety zrealizować kilku wcześniejszych pomysłów związanych z szyciem, ale za to wykorzystałam nabywaną właśnie umiejętność szydełkowania i powstała taka muchomorkowa czapeczka:Czapka miała być dla Danusi, ale nie przypadła jej do gustu, więc będę nosić sama.
Przy okazji, trochę niechcący, zafundowałam sobie małą portretową sesję (to miały być zdjęcia CZAPKI przede wszystkim :))Filcowane muchomorki już pokazywałam, ale wyrósł mi jeszcze jeden:A prawdziwy grzybowy wysyp możecie zobaczyć na blogu Art-Piaskownicy. No i koniecznie weźcie udział w zabawie!
Jeszcze tylko szepnę, że Nulka świętuje swoje, szesnaste bodajże, urodziny i z tej okazji rozdaje cukierki:)
Pozdrawiam ciepło z kanapy!

piątek, 24 września 2010

Przyjemności dnia

Od dawna marzę, żeby nauczyć się szydełkować. Ale wokół nikogo, kto by mi mógł pokazać jak to się robi, a wyjątkowo w tym przypadku nie wierzyłam, że wszechwiedzący internet zdoła przyjść mi z pomocą. Tak więc długo zwlekałam, zanim złapałam za szydełko (podarowane mi niegdyś w ramach piaskownicowej wymiany przez Tim:)). Jak już za nie złapałam, to od razu po to, żeby zrobić kocyk. I od kilku tygodni kocyk się robi, powolutku, po kwadraciku, między różnymi innymi czynnościami, niekiedy nawet w czasie jazdy samochodem (oczywiście nie ja prowadzę!:))

Uszyłam sobie od razu koszyczki na włóczki.


Tak mi dziś ładnie światełko wpadało do pokoju około południa.


A tu inne przyjemności, które dzisiaj smakuję:


kawa z mlekiem, pięknie ilustrowana książka, kolor i faktura ceramicznych nabytków z pracowni Kasi i muzyka z nowej płyty:



To mi zostaje, bo chociaż za oknem cudne słońce i pogoda iście spacerowa, Mały Książę przycisnął mi jakiś guziczek i nie mogę ruszyć nogą...
Niemniej jednak pozdrawiam radośnie!