niedziela, 4 września 2016

Jak zatrzymać lato?

Minęło lato - pora na wskroś makowa- a tutaj cicho. Jak makiem zasiał. I dobrze. Tyle prawdziwych pól, najróżniejszych, wołało do mnie i do Was pewnie też, przez ten czas. Wspaniale było je odwiedzać, poznawać, podziwiać. 


Pracowałam jednak i na swoim Makowym Polu, w tej jego najmniej wirtualnej części i nawet trochę je powiększyłam. W niektórych miejscach pozwoliłam rosnąć wszystkiemu, co zdoła się rozwijać bez mojego wsparcia- niektórzy nazywają takie rośliny chwastami, ja widzę w nich wolność i dzikość :) Obserwuję je, czasem z lękiem, a czasem bardziej z ciekawością- poznam po owocach, czy to, co rośnie jest dobre i zdecyduję, co robić dalej. 


Wiem, że chcę znaleźć przestrzeń, myślę, że nawet całkiem sporo przestrzeni, na pewne Marzenie, które po latach uśpienia kiełkuje we mnie coraz odważniej. Możliwe, że aby zrobić dla niego miejsce, będę musiała coś wyrwać. Ufam, że jesień przyniesie mi wszystkie odpowiedzi.


Tymczasem próbuję zatrzymać lato, jeszcze na trochę, choć na kilka dni. W tym celu robię sobie listę Skarbów Lata (zdradzę Wam, że robię takie listy w każdym miesiącu- to dobre ćwiczenie uważności i wdzięczności) i cieszę się każdym zapisanym na niej drobiazgiem:
  • wyjątkowymi pamiątkami z rekolekcji w Kruklankach.

W kruklankowym punkcie informacji turystycznej kupić można, między innymi, prace ceramiczne autorstwa uczestników zajęć w miejscowej pracowni. Wyjątkowe, z duszą i każda z wyrytym autorskim podpisem.  Za kilka złotych, choć bezcenne.


W tym samym punkcie informacji turystycznej w Kruklankach któregoś dnia stanęło pudełko. Pełne książek wyprzedawanych z biblioteki. Złotówka za sztukę :) Sigrid Undset i "Olaf syn Auduna" zajmuje w moim osobistym kanonie literackim bardzo wysokie miejsce, wyobrażacie sobie zatem moją radość z tego znaleziska :)

  •  każdą zapisaną stroną zeszytu- postanowiłam wrócić do praktyki codziennego pisania i być jej wierna. Bez wymówek. To dla mnie trochę jak mentalne "brzuszki", więc po sportowemu zagrzewam się do walki z własnymi ograniczeniami i słabościami. Nie zawsze się udaje, ale każdego dnia można zacząć od nowa- czyste kartki czekają na mnie cierpliwie :) 
  • każdym nowym doświadczeniem bliskiego kontaktu z naturą i każdą zdobytą informacją, która pozwala mi choć odrobinę lepiej zrozumieć sielską rzeczywistość, w której teraz żyję.

W książce Marii Kownackiej "Razem ze słonkiem. Lato" , wydanej w 1975 roku "pierwszej książce wprowadzającej w świat przyrody" wyczytałam na przykład, że jest sposób na przedłużenie życia zerwanym makom:


"...pani zajęła się makami. Zanurzyła końce ich łodyg w kubku z wrzącą wodą!
Dzieci były bardzo zdziwione. Więc pani im wyjaśniła, że wszyscy uważają maki za kwiaty nietrwałe, które szybko tracą jedwabiste płatki. Ale jak się maki zerwie, gdy są jeszcze w pąkach, a łodygi zanurzy we wrzątku, to trwają w wazonie przez kilka dni. 
- A dlaczego, proszę pani?
- Zaraz wam wytłumaczę, tylko powiedzcie mi, coście zauważyły na końcu makowej łodygi?
- Taki sok, biały jak mleczko!
- No właśnie. Ten sok krzepnie i zatyka koniec łodygi. Kwiat nie może pic wtedy wody i więdnie. Kąpiel w gorącej wodzie nie pozwoli mleczku zakrzepnąć.
Oto cała tajemnica!" 

Wiedzieliście? :)


  • każdym gestem przyjaźni :) 
Makówki na zdjęciach powyżej to cudowny, nieoczywisty prezent, który można dostać tylko od kogoś, kto nas dobrze zna i wie, co się nam przyda i sprawi nam radość. Marta :*, jesteś niesamowita! :)
Inny sposób na "przedłużenie życia makom" ma Misiura- odciska kwiaty w glinie. Odciska w niej również swoje serce, swoje dobre myśli i jeszcze lepsze życzenia dla tych, do których trafia jej ceramika. Czuję to za każdym razem, gdy otwieram paczkę z cudami od Misiury (niektóre pokazywałam Wam tutaj). Tym razem czułam szczególnie, bo żadnej paczki akurat nie zamawiałam. Przyszła, bo Agnieszka dowiedziała się, jak bardzo potrzeba mi ciepła czyjejś życzliwości i nadziei.


  •  każdą wyprawą, daleką i bliską

Dosłownie kilka kroków od naszego domu, próbując znaleźć skrót wiodący nad rzekę, natknęliśmy się na prawdziwy raj dla Kłapouchego: caaaaałe łąki ostów! A wśród ostów... pajęczy kosmos! Dla mnie to  jak wyprawa do dżungli ;)


  •  codziennymi cudami

Na koniec dzielę się z Wami jeszcze jednym drobiazgiem i sposobem na zatrzymanie lata na dłużej. Taki piękny, pachnący bukiet dostaliśmy od Przyjaciół, do kompletu z kabaczkami, z instrukcją: "poszatkować, dodać do placków, a resztę zamrozić" :)


A jak tam Wasze lato? :)

Pozdrawiam i do napisania znów!

piątek, 20 maja 2016

Biały Tydzień :)

Maj w tym roku upływa nam pod szyldem Pierwszej Komunii Świętej. Przeżywam tę Uroczystość z moimi Klientami, dla których wykonuję na tę okazję zaproszenia, kartki, albumy i podziękowania. Dla innych, razem z moim mężem, łapiemy komunijne kadry. Przede wszystkim jednak celebrujemy to wydarzenie z naszą Córką.  
Mamy oczywiście udokumentowany każdy etap od przygotowań, poprzez Uroczystość w kościele, rodzinne przyjęcie z sesją zdjęciową z gośćmi w zaimprowizowanym na szybko domowym studiu fotograficznym (wiatr w niedzielę niespecjalnie dbał o nasze fryzury ;)) po Biały Tydzień. Marzę o tym, by spokojnie to wszystko przejrzeć, ułożyć, wydrukować i oprawić wraz z innymi pamiątkami w duży album. Pokażę go tutaj z radością, gdy tylko powstanie. 
Tymczasem chcę się z Wami podzielić zdjęciami, które zrobiłam Danusi wczoraj wieczorem. Pewnie powtarza to każda mama w takich chwilach, ale ja naprawdę nie wiem kiedy mi ta moja maleńka córka tak wyrosła! No, sami zobaczcie jaka duża i poważna :).


Wkrótce razem z Łukaszem zaprosimy Was na nową stronę, poświęconą temu, co robimy wspólnie wokół fotografii. Chcemy, żeby jak najlepiej oddawała nasz sposób widzenia świata i żeby była pięknym, przyjaznym i pozytywnym miejscem w sieci, do którego będziecie z przyjemnością zaglądać i w którym będziemy mogli umówić się na spotkanie w Krainie Poza Internetem :) Droga do doskonałości- zwłaszcza jeśli chodzi o doskonałość samodzielnie tworzonej strony internetowej- bywa wyboista i kręta, ale chyba widzimy już metę, więc mam nadzieję, że to naprawdę kwestia kilku dni. Pojawię się zatem niedługo z wieściami :)

Do miłego zobaczenia! Pozdrawiam majowo! :)

środa, 4 maja 2016

Maj :)

Niespodziewanie, wraz z nadejściem Długiego Weekendu Majowego, poczułam presję. Nagle zrobiło mi się strasznie żal, że nie mogliśmy sobie w tym roku zaplanować żadnej dłuższej wycieczki na ten czas, że nie mamy w zanadrzu żadnego super-ekstra pomysłu, którym zaskoczymy dzieci, że nie grillujemy i  nie biwakujemy. Słowem: że nie majówkujemy jak należy! ;) 


Zamiast tego zamarzyłam sobie, że ogarnę jakiś zaległy fragment pracowej rzeczywistości, a w nagrodę, gdy dzieci będą zajęte szaleństwami na huśtawce, którą zbudował dla nich Dziadek, poczytam sobie coś z imponującego stosu, który przyniosłam w sobotę z biblioteki. Nie wiem, skąd mi się wzięło to poczucie, że to nie jest właściwy plan na majówkę? 


Plan zrealizowałam i dało mi to wiele radości. Udało się nawet rozszerzyć go o kilka dodatkowych miłych elementów.


Jednym z nich był przedwieczorny wyjazd w nasze ulubione miejsce nad Bugiem, z kocykiem, statywem i pilotem do aparatu. 


Uczę się, że w najzwyklejszych okolicznościach można zrobić coś specjalnego w sposób zupełnie niezwykły. Dzieci też zaczynają to rozumieć i coraz chętniej podejmują grę: przebierają się w ubrania, które do siebie pasują, wymyślają aranżacje do zdjęć, wyszukują ciekawe rekwizyty.  


Wzięliśmy zatem ze sobą porcelanowy, pamiątkowy dzbanek do herbaty i filiżanki, nasz piękny rocznicowy niebiański talerz od Misiury na ciasto drożdżowe, które upiekł Łukasz, moją kolorową patchworkową narzutę zamówioną w Domu Artystycznym, jako spełnienie dawnego marzenia (ta najbardziej kolorowa narzuta na stronie "O mnie" to właśnie moja! :)) - mimo lęku, że coś się stłucze, zepsuje, pobrudzi. W końcu po co komu piękna narzuta, jeśli nie można wziąć jej ze sobą nad rzekę, gdy ma się taką ochotę? 


Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć- nie ustajemy w staraniach o zdjęcie doskonałe, czyli takie, na którym wszyscy patrzymy w obiektyw, nie mamy głupich min i scenerii nie psuje żaden niepożądany szczegół. Po raz kolejny wykorzystujemy statyw i pilot do aparatu- nie zastąpi to spojrzenia człowieka, ale dzięki temu mamy  w ogóle jakieś wspólne rodzinne zdjęcia. 


Jednego idealnie Ładnego Wspólnego Zdjęcia nadal nie udało się zrobić, ale te nieidealne, które powstały tworzą radosną opowieść o majowym pikniku z niewidzialną herbatką i na pewno będziemy je oglądać z przyjemnością :).


A jak Wasze majówki? :)



Pięknego, pogodnego miesiąca życzę Wam i sobie! Bez presji.

wtorek, 15 marca 2016

Warsztaty z metamorfozą w tle

Pisałam już o tym, całkiem niedawno, że farby, kolory i swobodne malowanie zawsze pomagają. A szczególnie pomagają, gdy maluje się z innymi. Lubię hasło, które miałam niegdyś na szybie swojej pracowni w Wyszkowie, mówiące o radości wspólnego tworzenia, ale od pewnego czasu doświadczam, że to coś dużo głębszego, że nie chodzi tylko o radość. Radości czasem zwyczajnie nie da się z siebie wydobyć, nie da się jej zatem dzielić z innymi. Jednak jest coś takiego w procesie twórczym, że mimo wszystko niesie ukojenie. 


W niedzielę na warsztacie "Metamorfoza albumu fotograficznego" po raz kolejny mogłam to zobaczyć: wystarczy założyć fartuch, poprzekładać tubki z farbą, wybrać swoje kolory, zacząć malować, nawet jak się myśli, że się nie umie, pobrudzić ręce, stół, a emocje i "nerwy" zaczynają się uspokajać. Im więcej warstw na pracy, im bardziej chropowata faktura pod palcami, tym gładsza staje się tafla myśli. 


Nie musimy nawet ze sobą rozmawiać, wystarczy muzyka, albo zamiast niej szum suszarek. Może jeszcze rogaliki z dżemem z czeremchy- one też odgrywają tu swoją istotną rolę :) Iwonko :*


Na koniec warsztatu jest lepiej niż na jego początku. Coś się zmienia. Zachodzi metamorfoza.  Nie tylko w albumach, których okładki przemalowałyśmy, ale i w nas. I mimo że troski, ciężary, smutki, choroby, niepokoje, z którymi przyszłyśmy, nadal istnieją, to możemy na nie spojrzeć z nieco innego miejsca. 


To najcenniejsze momenty mojej pracy, które zapisuję sobie w sercu, by wydobywać je w częstych ostatnio chwilach zwątpienia. Na wszelkie wątpliwości najlepsza pewnie byłaby wiosna, ale, że się coś na nią nie zanosi (chyba, że przyśnił mi się ten śnieg po kostki i trzy wielkie bałwany przed naszym domem? ;)) pozostają warsztaty :). 


A albumy, przyznacie, przemieniłyśmy w prawdziwe cuda! :) 


Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam serdecznie :)
Agnieszka