piątek, 19 czerwca 2015

Miejsce na ziemi i własny kawałek podłogi :)

Z czerwcem zaczęło się w naszym życiu wielkie Nowe. 


Jeszcze się oswajamy, jeszcze nie do końca to do mnie dociera- oto na polu, na którym przed laty w wakacje zbierałam ziemniaki (raz i tylko jeden rządek, ale za to baaaardzo długi) wyrósł nasz dom. Nasze dzieci wypuszczone z dwóch blokowych pokoików na piątym piętrze kolekcjonują podwórkowe siniaki, niestraszny im wiatr, kurz i pokrzywy, znoszą mi do wazonów trawę, dmuchawce i chabry z korzeniami. I mszycami. 


W domu, powoli, wydobywamy z pudeł nasze życie. Najpierw tylko to, co absolutnie niezbędne, trochę jak na biwaku, teraz już także to, co sprawia, że funkcjonujemy "normalnie". Jeszcze sporo pudeł przed nami, najtrudniej będzie ogarnąć kosmos kartonów z książkami, ale chyba dopiero ustawione na półkach książki dadzą mi pewność, że to naprawdę moje miejsce, że tu jest teraz moja przestrzeń do życia.

Mam już jednak swój kawałek podłogi do pracy :) 


Z zadziwieniem odnotowuję nowe elementy rzeczywistości: bajkowe zachody słońca, tęcza- chociaż nie padało, wysyp chabrów (maków brak), własne truskawki, tu skrzyp, tam chrzan, poranne pianie kogutów, zoologiczna różnorodność na wyciągnięcie ręki- od mrówek w przedpokoju po krowy na łące, bociany i jastrzębie (chyba) latające po "naszym" niebie. No i muchy, jak plaga!-ale nic na świecie nie jest idealne. 


Przesyłam Wam słońce i dobre myśli, do zobaczenia niebawem! :)

piątek, 22 maja 2015

Z inspiracji Klimtem. I Fridą Kahlo :)

Na zajęciach pod tytułem "Artystyczne Inspiracje" pokazuję dzieciom słynne dzieła sztuki. Czasem są im one zupełnie nieznane, bywa też tak, że ktoś coś gdzieś już widział :) Zawsze ujmuje mnie świeżość dziecięcego spojrzenia na Wielką Sztukę. Zdumiewające, że dzieci zachwyca zupełnie nie to, co powinno zachwycać, a inspiracja do własnej twórczości wypływa z innych źródeł niż te, z których się tego spodziewam ( i które, przyznam, sugeruję). 
Zobaczcie do czego zainspirował nas Gustav Klimt, a zwłaszcza jego złote, niezwykle dekoracyjne portrety.

Na początku była duża biała kartka...


Później dzieci odrysowywały nawzajem swoje sylwetki.


Używaliśmy akrylowych farb z pięknym metalicznym połyskiem, niestety zdjęcia gotowych prac  tego nie oddają. 

Pojawiające się w głównie w tle figury geometryczne to odbitki ziemniaczanych stempli.


Jak widzicie twórczość Klimta została tu przefiltrowana przez wyobraźnię, wrażliwość i indywidualne upodobania każdego z moich Artystów, powstały dzieła bardzo różne, ale wszystkie na swój własny sposób wyjątkowe i niezwykle efektowne. 

Nadrabiam przy okazji zaległość i pokazuję zdjęcia z kwietniowych zajęć poświęconych portretowi, na których natchnienia szukaliśmy u Fridy Kahlo, czerpiąc na początek z "jaśniejszej" części jej pełnego emocji i kolorów dorobku. 


Na jakiś czas kończymy z portretami, obecnie zajmuje nas różnego rodzaju sztuka użytkowa :) Ale o tym kiedy indziej.
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie z mojego przed-przeprowadzkowego bałaganu. Jeśli komuś z czymś zalegam, proszę o cierpliwość i ewentualnie przypomnienie, gęsto u mnie teraz od spraw do załatwienia i mogłam coś przeoczyć.
Do zobaczenia, mam nadzieję, niedługo! :) 

poniedziałek, 4 maja 2015

Piękno jest istotne!

Taką myśl-przesłanie mam dziś dla Was w ramach pozdrowienia z krainy Bardzo Daleko Od Komputera, którą obecnie zamieszkuję: piękno jest istotne i potrzebne! Chociaż od dawna to przeczuwałam, dopiero teraz dojrzałam, żeby to wyrazić wprost, bez metafor. 


Wpisałam to jak motto w scrap ze zdjęciem Idy i będę ją tej prawdy uczyć. 


Praca to owoc pewnego nocnego zrywu twórczego, który miał miejsce przed kilkoma tygodniami, gdy tęsknota za papierem, nożyczkami i farbą nie dała się już w żaden sposób stłumić. Teraz znowu rośnie, ale przede mną czas pakowania życia w pudła i żadnych perspektyw na choćby kawałek podłogi, na której można by rozłożyć się ciemną nocą z twórczym bałaganem. Czekam cierpliwie na nową podłogę, a może nawet na stół w nowym miejscu :).


Pozdrawiam Was majowo!

czwartek, 23 kwietnia 2015

7 książek o liczbach i liczeniu

Są ludzie, którzy potrafią liczyć i do których liczby mówią. Są też tacy, którzy liczyć nie potrafią i którzy pozostają na mowę liczb głusi. Niestety zaliczam się do tej drugiej grupy i język matematyki pozostaje dla mnie niezmiennie trudnym do zrozumienia językiem obcym. Ale mam dzieci i ze względu na nie chowam moje wszelakie naukowe antypatie i uprzedzenia, a nawet więcej: radośnie i ochoczo przemierzam z nimi świat cyfr, liczb, ilości, miar i wag. No, przynajmniej bardzo się staram. Poza tym, że czytam, słucham i uczę się o tym, jak rozwijać myślenie matematyczne u dzieci, próbuje sobie samej tę matematykę nieco odczarować (a może właśnie zaczarować?) tak, by ją choć trochę polubić. Przedstawiam Wam zatem kilka czarodziejskich książek o liczbach i liczeniu, dzięki którym w ogóle daję radę się tym tematem zajmować i które dostarczają mi pomysłów na to, jak mądre treści naukowych publikacji przekładać na język zabawy, którego używamy każdego dnia.
Książki te czytałam/oglądałam razem z moimi dziećmi, które w chwili obecnej mają 4,5 roku (Janek) i 7 lat  bez tygodnia (Danusia). Jestem jednak pewna, że będą- z jednym wyjątkiem- atrakcyjne także dla starszych (nie tylko) dzieci.


Na początek "Moja pierwsza książka o liczbach" Erica Carle'a (wydawnictwo Tatarak). To prosta, a jednocześnie daleka od banału książeczka-zabawka, z pomocą której młodsze dzieci zdobędą umiejętność liczenia do 10 i przyporządkowania liczby do symbolu. Pomysł z rozciętymi kartami, graficzny minimalizm z charakterystycznymi ilustracjami Carle'a, smaczny owocowy motyw przewodni- doskonały przepis na pierwszą książkę o liczbach.


"Liczę do 100" Magali Bardos (wydawnictwo Babaryba) to książka, która mnie zachwyciła. Bardzo podoba mi się wizualnie, lubię ją za paletę kolorów ograniczoną zaledwie do kilku, ale za to intensywnych i kontrastujących ze sobą. Przeglądając pierwsze parę stron możemy mieć wrażenie, że książka to kolejna z typu "cyferka-obrazek", ale szybko zauważamy, że tu się coś dzieje, atmosfera gęstnieje, przybywa bohaterów, akcja rozkręca się, zawraca. A jednocześnie tyle tu przestrzeni na nasze domysły, tyle niedopowiedzeń! Snujemy zatem opowieść i liczymy do 100, mimochodem, zupełnie na marginesie szalonej przygody przeżywanej razem z sympatycznymi misiami :)


Kolejną pozycję, którą chcę Wam polecić do lektury jest kolorowa, graficznie wysmakowana książka "W naszym domu jest..." Isabel Minhós Martins i Madaleny Matoso (wydawnictwo WYtwórnia). Oprócz tego, że to świetna inspiracja do poczynienia własnych obliczeń, wymyślania matematycznych zadań z wykorzystaniem tego, co zawsze mamy pod ręką (nomen omen!) jest to też ciepła, wesoła opowieść o rodzinnej codzienności i o tym, że dobrze jest być razem :)


Jeśli chodzi o liczby i liczenie, ale też jeśli chodzi o świetną zabawę przez długie godziny, nie tylko dla dzieci, to niezastąpiona okazuje się książka z serii o Miasteczku Mamoko (o której pisałam tutaj
dokładnie dwa lata temu):  "Mam oko na liczby" Aleksandry i Daniela Mizielińskich (Wydawnictwo Dwie Siostry). Liczymy skarpetki, wulkany, tukany, muchomory, samoloty, lemury i gekony, mrówki, klocki, samurajów, astronautów, UFO i mnóstwo innych rzeczy. Jak się doliczymy, to możemy opowiedzieć: kim są, co tu robią, co się tu dzieje, co się wydarzy za chwilę? I za każdym razem wszystko może być inaczej.


"10 razy 10" Hervé Tullet'a (wydawnictwo Babaryba) to prawdziwe kompendium wiedzy, nie tylko matematycznej. To nie jest książka tylko do czytania i oglądania, to książka interaktywna w pełnym znaczeniu tego słowa, wciągająca i angażująca. Mali czytelnicy poznają dzięki niej nie tylko cyfry, ale też kształty, kolory (dowiedzą się również w jaki sposób kolory można mieszać, by uzyskać kolejne), nazwy dni tygodnia, różnego rodzaju gry. Znajdziemy tu też obrazkową opowieść pod tytułem "Było sobie życie" oraz  przewrotną baśń o księżniczkach, książętach, żabach i czarodziejskich eliksirach, a także rysunkową relację z pewnego wyścigu oraz zgadywanki. Jeśli znacie i lubicie wcześniejsze książki Tulleta ("Naciśnij mnie", "Turlututu. A kuku, to ja!" czy "Kolory") to ta również powinna się Wam spodobać.

"Rymowane cyferki" Roberta Romanowicza (wydawnictwo Tashka) ujęły mnie zarówno ilustracjami w specyficznym klimacie retro, jak i nieco absurdalnymi, a przez to zabawnymi tekstami rymowanek. Choć sama forma (cyferka-rymowanka-obrazek) nie jest specjalnie odkrywcza i nowa, to nie ma tu mowy o nudzie- to książeczka do wielokrotnego przeglądania i wyszukiwania graficznych smaczków. Lubimy ją, zwłaszcza ja i Jaś- on chyba szczególnie za karaluszki, muchę plujkę i ośmiornicę ;) .


Na koniec trochę wyższej matematyki i przemyśleń natury filozoficznej ;) "365 pingwinów" Jean-Luca Fromentala i Joëlle Jolivet (wydawnictwo Tatarak) to opowieść o tym, że każdy dzień ma znaczenie. Nawet mała zmiana wprowadzana w życie systematycznie, dzień po dniu, może przynieść po pewnym czasie zdumiewające efekty. Miała się o tym okazję przekonać pewna rodzina, do której w pierwszy dzień nowego roku zawitał pingwin. Każdego kolejnego dnia przybywał następny. I tak przez 365 dni!  Rodzina próbuje zorganizować przestrzeń dla napływających wciąż nowych lokatorów: liczy ich, dodaje, mnoży, układa w piramidy, potem upycha w szufladkach po tuzin w każdej, ustawia w sześcian. Na kartach książki robi się coraz tłoczniej, coraz bardziej czarno-biało. Okazji do liczenia jest tu mnóstwo, można wykorzystać przedstawione w książce sytuacje do wyjaśnienia dzieciom mnożenia, dzielenia. Przyznam, że nie sprawdziliśmy jeszcze czy na stronach z ostatniego dnia roku rzeczywiście jest 365 pingwinów. Trzeba policzyć :) 
Książka jest poza tym pięknie wydana i duża. Robi wrażenie, więc na pewno warto mięć ją na uwadze podczas poszukiwań prezentu dla nieco starszych dzieci.


W trakcie pisania tego postu przypomniały mi się dwie książki "około matematyczne", z którymi warto się zapoznać. Mam na myśli  "Od 1 do 10" Oli Cieślak (Wydawnictwo Dwie Siostry) i "Matematykę ze sznurka i guzika" Kristin Dahl (Zakamarki) pełną pomysłów na zabawy w liczenie i różnego rodzaju pomiary. Może znacie coś jeszcze? 

Wszystkie pokazane i wspomniane w poście książki można nabyć w stacjonarnym makowym sklepiku w Przystanku Twórczej Edukacji w Wyszkowie, zapraszam zatem do przeglądania zawartości sklepowych półek :) 
A wszystkim Wam życzę zaczytanego Światowego Dnia Książki- to dziś! :) 
Pozdrawiam serdecznie!