piątek, 22 maja 2015

Z inspiracji Klimtem. I Fridą Kahlo :)

Na zajęciach pod tytułem "Artystyczne Inspiracje" pokazuję dzieciom słynne dzieła sztuki. Czasem są im one zupełnie nieznane, bywa też tak, że ktoś coś gdzieś już widział :) Zawsze ujmuje mnie świeżość dziecięcego spojrzenia na Wielką Sztukę. Zdumiewające, że dzieci zachwyca zupełnie nie to, co powinno zachwycać, a inspiracja do własnej twórczości wypływa z innych źródeł niż te, z których się tego spodziewam ( i które, przyznam, sugeruję). 
Zobaczcie do czego zainspirował nas Gustav Klimt, a zwłaszcza jego złote, niezwykle dekoracyjne portrety.

Na początku była duża biała kartka...


Później dzieci odrysowywały nawzajem swoje sylwetki.


Używaliśmy akrylowych farb z pięknym metalicznym połyskiem, niestety zdjęcia gotowych prac  tego nie oddają. 

Pojawiające się w głównie w tle figury geometryczne to odbitki ziemniaczanych stempli.


Jak widzicie twórczość Klimta została tu przefiltrowana przez wyobraźnię, wrażliwość i indywidualne upodobania każdego z moich Artystów, powstały dzieła bardzo różne, ale wszystkie na swój własny sposób wyjątkowe i niezwykle efektowne. 

Nadrabiam przy okazji zaległość i pokazuję zdjęcia z kwietniowych zajęć poświęconych portretowi, na których natchnienia szukaliśmy u Fridy Kahlo, czerpiąc na początek z "jaśniejszej" części jej pełnego emocji i kolorów dorobku. 


Na jakiś czas kończymy z portretami, obecnie zajmuje nas różnego rodzaju sztuka użytkowa :) Ale o tym kiedy indziej.
Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie z mojego przed-przeprowadzkowego bałaganu. Jeśli komuś z czymś zalegam, proszę o cierpliwość i ewentualnie przypomnienie, gęsto u mnie teraz od spraw do załatwienia i mogłam coś przeoczyć.
Do zobaczenia, mam nadzieję, niedługo! :) 

poniedziałek, 4 maja 2015

Piękno jest istotne!

Taką myśl-przesłanie mam dziś dla Was w ramach pozdrowienia z krainy Bardzo Daleko Od Komputera, którą obecnie zamieszkuję: piękno jest istotne i potrzebne! Chociaż od dawna to przeczuwałam, dopiero teraz dojrzałam, żeby to wyrazić wprost, bez metafor. 


Wpisałam to jak motto w scrap ze zdjęciem Idy i będę ją tej prawdy uczyć. 


Praca to owoc pewnego nocnego zrywu twórczego, który miał miejsce przed kilkoma tygodniami, gdy tęsknota za papierem, nożyczkami i farbą nie dała się już w żaden sposób stłumić. Teraz znowu rośnie, ale przede mną czas pakowania życia w pudła i żadnych perspektyw na choćby kawałek podłogi, na której można by rozłożyć się ciemną nocą z twórczym bałaganem. Czekam cierpliwie na nową podłogę, a może nawet na stół w nowym miejscu :).


Pozdrawiam Was majowo!

czwartek, 23 kwietnia 2015

7 książek o liczbach i liczeniu

Są ludzie, którzy potrafią liczyć i do których liczby mówią. Są też tacy, którzy liczyć nie potrafią i którzy pozostają na mowę liczb głusi. Niestety zaliczam się do tej drugiej grupy i język matematyki pozostaje dla mnie niezmiennie trudnym do zrozumienia językiem obcym. Ale mam dzieci i ze względu na nie chowam moje wszelakie naukowe antypatie i uprzedzenia, a nawet więcej: radośnie i ochoczo przemierzam z nimi świat cyfr, liczb, ilości, miar i wag. No, przynajmniej bardzo się staram. Poza tym, że czytam, słucham i uczę się o tym, jak rozwijać myślenie matematyczne u dzieci, próbuje sobie samej tę matematykę nieco odczarować (a może właśnie zaczarować?) tak, by ją choć trochę polubić. Przedstawiam Wam zatem kilka czarodziejskich książek o liczbach i liczeniu, dzięki którym w ogóle daję radę się tym tematem zajmować i które dostarczają mi pomysłów na to, jak mądre treści naukowych publikacji przekładać na język zabawy, którego używamy każdego dnia.
Książki te czytałam/oglądałam razem z moimi dziećmi, które w chwili obecnej mają 4,5 roku (Janek) i 7 lat  bez tygodnia (Danusia). Jestem jednak pewna, że będą- z jednym wyjątkiem- atrakcyjne także dla starszych (nie tylko) dzieci.


Na początek "Moja pierwsza książka o liczbach" Erica Carle'a (wydawnictwo Tatarak). To prosta, a jednocześnie daleka od banału książeczka-zabawka, z pomocą której młodsze dzieci zdobędą umiejętność liczenia do 10 i przyporządkowania liczby do symbolu. Pomysł z rozciętymi kartami, graficzny minimalizm z charakterystycznymi ilustracjami Carle'a, smaczny owocowy motyw przewodni- doskonały przepis na pierwszą książkę o liczbach.


"Liczę do 100" Magali Bardos (wydawnictwo Babaryba) to książka, która mnie zachwyciła. Bardzo podoba mi się wizualnie, lubię ją za paletę kolorów ograniczoną zaledwie do kilku, ale za to intensywnych i kontrastujących ze sobą. Przeglądając pierwsze parę stron możemy mieć wrażenie, że książka to kolejna z typu "cyferka-obrazek", ale szybko zauważamy, że tu się coś dzieje, atmosfera gęstnieje, przybywa bohaterów, akcja rozkręca się, zawraca. A jednocześnie tyle tu przestrzeni na nasze domysły, tyle niedopowiedzeń! Snujemy zatem opowieść i liczymy do 100, mimochodem, zupełnie na marginesie szalonej przygody przeżywanej razem z sympatycznymi misiami :)


Kolejną pozycję, którą chcę Wam polecić do lektury jest kolorowa, graficznie wysmakowana książka "W naszym domu jest..." Isabel Minhós Martins i Madaleny Matoso (wydawnictwo WYtwórnia). Oprócz tego, że to świetna inspiracja do poczynienia własnych obliczeń, wymyślania matematycznych zadań z wykorzystaniem tego, co zawsze mamy pod ręką (nomen omen!) jest to też ciepła, wesoła opowieść o rodzinnej codzienności i o tym, że dobrze jest być razem :)


Jeśli chodzi o liczby i liczenie, ale też jeśli chodzi o świetną zabawę przez długie godziny, nie tylko dla dzieci, to niezastąpiona okazuje się książka z serii o Miasteczku Mamoko (o której pisałam tutaj
dokładnie dwa lata temu):  "Mam oko na liczby" Aleksandry i Daniela Mizielińskich (Wydawnictwo Dwie Siostry). Liczymy skarpetki, wulkany, tukany, muchomory, samoloty, lemury i gekony, mrówki, klocki, samurajów, astronautów, UFO i mnóstwo innych rzeczy. Jak się doliczymy, to możemy opowiedzieć: kim są, co tu robią, co się tu dzieje, co się wydarzy za chwilę? I za każdym razem wszystko może być inaczej.


"10 razy 10" Hervé Tullet'a (wydawnictwo Babaryba) to prawdziwe kompendium wiedzy, nie tylko matematycznej. To nie jest książka tylko do czytania i oglądania, to książka interaktywna w pełnym znaczeniu tego słowa, wciągająca i angażująca. Mali czytelnicy poznają dzięki niej nie tylko cyfry, ale też kształty, kolory (dowiedzą się również w jaki sposób kolory można mieszać, by uzyskać kolejne), nazwy dni tygodnia, różnego rodzaju gry. Znajdziemy tu też obrazkową opowieść pod tytułem "Było sobie życie" oraz  przewrotną baśń o księżniczkach, książętach, żabach i czarodziejskich eliksirach, a także rysunkową relację z pewnego wyścigu oraz zgadywanki. Jeśli znacie i lubicie wcześniejsze książki Tulleta ("Naciśnij mnie", "Turlututu. A kuku, to ja!" czy "Kolory") to ta również powinna się Wam spodobać.

"Rymowane cyferki" Roberta Romanowicza (wydawnictwo Tashka) ujęły mnie zarówno ilustracjami w specyficznym klimacie retro, jak i nieco absurdalnymi, a przez to zabawnymi tekstami rymowanek. Choć sama forma (cyferka-rymowanka-obrazek) nie jest specjalnie odkrywcza i nowa, to nie ma tu mowy o nudzie- to książeczka do wielokrotnego przeglądania i wyszukiwania graficznych smaczków. Lubimy ją, zwłaszcza ja i Jaś- on chyba szczególnie za karaluszki, muchę plujkę i ośmiornicę ;) .


Na koniec trochę wyższej matematyki i przemyśleń natury filozoficznej ;) "365 pingwinów" Jean-Luca Fromentala i Joëlle Jolivet (wydawnictwo Tatarak) to opowieść o tym, że każdy dzień ma znaczenie. Nawet mała zmiana wprowadzana w życie systematycznie, dzień po dniu, może przynieść po pewnym czasie zdumiewające efekty. Miała się o tym okazję przekonać pewna rodzina, do której w pierwszy dzień nowego roku zawitał pingwin. Każdego kolejnego dnia przybywał następny. I tak przez 365 dni!  Rodzina próbuje zorganizować przestrzeń dla napływających wciąż nowych lokatorów: liczy ich, dodaje, mnoży, układa w piramidy, potem upycha w szufladkach po tuzin w każdej, ustawia w sześcian. Na kartach książki robi się coraz tłoczniej, coraz bardziej czarno-biało. Okazji do liczenia jest tu mnóstwo, można wykorzystać przedstawione w książce sytuacje do wyjaśnienia dzieciom mnożenia, dzielenia. Przyznam, że nie sprawdziliśmy jeszcze czy na stronach z ostatniego dnia roku rzeczywiście jest 365 pingwinów. Trzeba policzyć :) 
Książka jest poza tym pięknie wydana i duża. Robi wrażenie, więc na pewno warto mięć ją na uwadze podczas poszukiwań prezentu dla nieco starszych dzieci.


W trakcie pisania tego postu przypomniały mi się dwie książki "około matematyczne", z którymi warto się zapoznać. Mam na myśli  "Od 1 do 10" Oli Cieślak (Wydawnictwo Dwie Siostry) i "Matematykę ze sznurka i guzika" Kristin Dahl (Zakamarki) pełną pomysłów na zabawy w liczenie i różnego rodzaju pomiary. Może znacie coś jeszcze? 

Wszystkie pokazane i wspomniane w poście książki można nabyć w stacjonarnym makowym sklepiku w Przystanku Twórczej Edukacji w Wyszkowie, zapraszam zatem do przeglądania zawartości sklepowych półek :) 
A wszystkim Wam życzę zaczytanego Światowego Dnia Książki- to dziś! :) 
Pozdrawiam serdecznie! 

środa, 8 kwietnia 2015

(Po)wielkanocnie

Nie udało mi się zajrzeć tu przed Wielkanocą, ale zapewne zajęci przygotowaniami wszelakimi nawet tego nie zauważyliście, prawda? Ufam, że za Wami dobry, błogosławiony i spokojny czas, który Was odnowił i napełnił radością i nadzieją- tego Wam serdecznie życzę.

Dzielę się z Wami efektami naszej rodzinnej kanapowej sesji świątecznej, która to powoli staje się naszą wielkanocną tradycją :) Co prawda chodziło nam nie tyle o sesję, ile o jedno rodzinne zdjęcie, które by można oprawić i umieścić w naszej ściennej galerii, ale jak za chwilę zobaczycie, trudno jest zrobić zdjęcie, na którym każda z pięciu osób wygląda przynajmniej poprawnie. Tak, dopiero kilka, a nawet kilkanaście ujęć daje jako taki ogląd naszej rodziny ;)  


Pilot do aparatu i samowyzwalacz to wynalazki, które cieszą się w naszym domu uznaniem i fotografowanie z ich pomocą wiąże się zawsze z mnóstwem dobrej zabawy, niezależnie od efektów :)



Odebrałam dziś telefon od cudownej osoby, z którą nie miałam kontaktu od kilku lat- to było prawie jak telefon z zaświatów! Miała zajrzeć na blog, żeby zaktualizować sobie obraz mojej rodziny i choć wizualnie i wirtualnie zapoznać swoją córeczkę z moimi dziećmi ;) Dzisiejszy wpis dedykuję zatem Ani i wszystkim naszym bliskim, którzy tu zaglądają z podobną intencją. A jednocześnie kieruję do nich ogromną prośbę: odezwijcie się i opowiedzcie, co tam u Was, dobrze? :)

Wszystkich Was, którzy tu dziś zajrzeliście pozdrawiam ciepło! I do napisania wkrótce!