wtorek, 10 grudnia 2013

Ze szkicownika...

Notesów, zapiśników, art-żurnalików różnych mam kilka, wypełniam je spontanicznie z większą lub mniejszą regularnością. Nie pokazuję tu, bo to takie brudnopisowe obrazki (choć sama uwielbiam w takie właśnie zaglądać innym ;) ) Ale okładkę szkicownika, którą zrobiłam ostatnio, korzystając z wiedzy zdobytej na warsztatach Cynki, mogę pokazać. 




Okładka "surowa" wykonana jest z materiału, więc maluje się po niej prawie jak na płótnie. W ogóle z farbami i pędzlami bardzo mi ostatnio po drodze, cieszę się, że dzięki Cynce i kilku technicznym tajnikom, które nam zdradziła mogę zapełniać kolorami także formy użytkowe, praktyczne takie jak okładki kalendarzy i notesów właśnie :)



Grudzień w pełni, a u mnie... maki w rozkwicie :) Pojawię się tu wkrótce z czymś adekwatnym do pory roku i okoliczności, a tymczasem pozdrawiam ciepło!

9 komentarzy:

  1. maki zawsze są adekwatne. :)

    przepiękny ten notes! zatrzymałam się przy nim na dłużej.
    chłonę kolory, kreski i formy.

    OdpowiedzUsuń
  2. cudne zestawienie kolorów, piękna okładka!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie kolory... cudna okładka <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach ... ja poproszę taki jeden egzemplarz makowy ...jest piękny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te kolory, faktury, maki...ach

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowo! :)