Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowane. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 marca 2016

Warsztaty z metamorfozą w tle

Pisałam już o tym, całkiem niedawno, że farby, kolory i swobodne malowanie zawsze pomagają. A szczególnie pomagają, gdy maluje się z innymi. Lubię hasło, które miałam niegdyś na szybie swojej pracowni w Wyszkowie, mówiące o radości wspólnego tworzenia, ale od pewnego czasu doświadczam, że to coś dużo głębszego, że nie chodzi tylko o radość. Radości czasem zwyczajnie nie da się z siebie wydobyć, nie da się jej zatem dzielić z innymi. Jednak jest coś takiego w procesie twórczym, że mimo wszystko niesie ukojenie. 


W niedzielę na warsztacie "Metamorfoza albumu fotograficznego" po raz kolejny mogłam to zobaczyć: wystarczy założyć fartuch, poprzekładać tubki z farbą, wybrać swoje kolory, zacząć malować, nawet jak się myśli, że się nie umie, pobrudzić ręce, stół, a emocje i "nerwy" zaczynają się uspokajać. Im więcej warstw na pracy, im bardziej chropowata faktura pod palcami, tym gładsza staje się tafla myśli. 


Nie musimy nawet ze sobą rozmawiać, wystarczy muzyka, albo zamiast niej szum suszarek. Może jeszcze rogaliki z dżemem z czeremchy- one też odgrywają tu swoją istotną rolę :) Iwonko :*


Na koniec warsztatu jest lepiej niż na jego początku. Coś się zmienia. Zachodzi metamorfoza.  Nie tylko w albumach, których okładki przemalowałyśmy, ale i w nas. I mimo że troski, ciężary, smutki, choroby, niepokoje, z którymi przyszłyśmy, nadal istnieją, to możemy na nie spojrzeć z nieco innego miejsca. 


To najcenniejsze momenty mojej pracy, które zapisuję sobie w sercu, by wydobywać je w częstych ostatnio chwilach zwątpienia. Na wszelkie wątpliwości najlepsza pewnie byłaby wiosna, ale, że się coś na nią nie zanosi (chyba, że przyśnił mi się ten śnieg po kostki i trzy wielkie bałwany przed naszym domem? ;)) pozostają warsztaty :). 


A albumy, przyznacie, przemieniłyśmy w prawdziwe cuda! :) 


Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam serdecznie :)
Agnieszka

piątek, 26 lutego 2016

Dobre Słowo i nowe miejsca :)

Im coś ma dla mnie większą wartość, im więcej dla mnie znaczy, tym trudniej mi to wyrazić, ubrać w formy. Długo szukałam wyrazu dla szczególnie ważnych dla mnie treści związanych z tym, w co wierzę, za czym w życiu idę. Chciałam stworzyć w mojej twórczości przestrzeń, by Dobre Słowo- moje Słowo Życia odpowiednio wybrzmiało. 
Ta forma- pełnych moich szczęśliwych kolorów akwarelowych obrazków z biblijnym tekstem w ramie z passe partout - przyszła do mnie wtedy, gdy trochę już zrezygnowana, przestałam szukać. 
Wypuszczam od pewnego czasu te akwarelowe obrazki wśród Przyjaciół, okazuje się, że wiele osób też szukało "czegoś takiego". 

Zaczęło się od tej pracy- prezentu dla mojego Męża:


Potem było zamówienie na Psalm 23... z motywem ciężarówki :) Do powieszenia w komisie samochodowym ;)


I tak powstawały kolejne... Z cytatem o naszych imionach zapisanych w niebie:


O cytatem z Księgi Jozuego:


I drugi o imionach, ale bez imion jeszcze- czeka na Kogoś, kto zechce imiona swojej rodziny w nim zapisać:


Te dwa ostatnie można nabyć w sklepiku Makowe Pole na DaWandzie, który niedawno otworzyłam. Znajdziecie tam też makowe papiery do scrapbookingu dostępne na sztuki- wiele osób czekało na taką możliwość, mam nadzieję, że się ucieszą :) 

Mam dziś też dla Was zaproszenie w inne moje miejsce w sieci: pod adresem www.makowepole.eu znajdziecie teraz nową stronę Makowego Pola z portfolio i wieloma informacjami.
Strona kosztowała mnie i mojego Męża trochę czasu i pracy, stoczyłam zaciekłą walkę ze swoim perfekcjonizmem, ale wiem, że strona zbierająca różne moje działania i prace w jednym miejscu była potrzebna zarówno mnie, jak i osobom zainteresowanym tym, co robię i cieszę się, że w końcu jest. 
Jeszcze nie wszystko jest dopięte na ostatni guzik, możliwe, że w najbliższych tygodniach wciąż będą się tam pojawiać różne nowe treści (albo znikać), niemniej jednak gorąco Was zapraszam na Makowe Pole w nowej odsłonie :)

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam Was serdecznie!

czwartek, 11 lutego 2016

Tradycyjny album w nowej szacie- z badylami

Zacznę dziś od małego twórczego manifestu: 
Lubię kolor turkusowy i jego szmaragdowe okolice, lubię ciepłe odcienie różu (i fuksję), lubię, gdy się barokowo dużo dzieje, czasem lubię przesadę, lubię, gdy moje prace mają wyrazistą fakturę (albo wyraziste kolory, a najlepiej to i to) i lubię motywy roślinne. Lubię też poddać się procesowi tworzenia i cieszyć się tym, co przynosi. Lubię bardzo każdą chwilę tego procesu. Lubię recykling i niedoskonałości rzeczy. 
A poniżej ilustracja do manifestu :)


I jeszcze historyjka: kilka miesięcy temu w ulubionym wyszkowskim studiu fotograficznym dostałam kilka dużych, tradycyjnych albumów na zdjęcia w brązowej, skóropodobnej oprawie- miały pewne wady i z ich powodu zostały zdjęte ze sklepowych półek. Czekałby je zapewne smutny koniec. Mnie na ich widok zaświeciły się oczy- to przecież tyle fantastycznej powierzchni to oklejenia i przemalowania! :) 


Zabrałam je do domu z radością i czekałam na odpowiedni moment, żeby się nimi zająć. "Moment" ten nadszedł dopiero niedawno, a cały proces metamorfozy na razie tylko jednego albumu zajął mi kilka wieczorów, z przerwami na schnięcie kolejnych warstw farb i innych mediów.  


Trwało to na tyle długo, że kilka razy zmieniała mi się koncepcja- ostatecznie album wygląda jak namalowany do kompletu z obrazem, który powstał jesienią, a którego tu nie pokazywałam. 


Królują na nim- tak jak na wspomnianym obrazie-odcienie turkusu i szmaragdowej zieleni w połączeniu z ciepłym różem. Dodatkowo wszystko mieni się złotem, miedzią i perłowym pyłkiem. I jeszcze są badyle.


Czuje się go pod palcami (lubię to!), trudno zrobić mu dobre zdjęcie, bo światło wciąż inaczej się na nim załamuje, kolory wyglądają inaczej w zależności od pory dnia. No i tak, trochę chyba z tym wszystkim przesadziłam. Ukochane roślinki-badylki wyszły mało subtelnie, bo w trakcie malowania zagubił mi się właściwy pędzelek, a przecież musiałam je skończyć teraz, już! i wzięłam pierwszy, który się nawinął pod rękę (szkoda, że się nie nawinął cieńszy ;)) 


Niemniej jednak album po metamorfozie tak mi się podoba, że chyba zapełnię go naszymi najważniejszymi zdjęciami :) I myślę, kiedy by tu wziąć na warsztat pozostałe :)


Takie kulisy :) Ida miała akurat czas, że praktycznie nie schodziła mi z rąk. Próbowałam działać z nią u boku, a ona... próbowała działać ze mną. Tak to czasem u mnie wygląda. Dlatego zgadzam się na niedoskonałości- wolę tworzyć niedoskonale, niezgodnie z planem i swoimi założeniami, niż nie tworzyć wcale. A Ty? :)

Pozdrawiam ciepło!

wtorek, 24 listopada 2015

O rozpraszaniu mgły

Tak, to już ten czas, gdy kolory zza okna przestają mi wystarczać. Sielska sceneria, którą od kilku miesięcy mogę obserwować każdego dnia również blaknie... A czasem nawet zupełnie znika!


 Gdy jesteśmy blisko domu, znika pole...


Im dalej w pole idziemy, tym gęstsza mgła zakrywa nasz dom.


Jaś już wie, że mgły nie można dotknąć, ale że zostawia ona swoje wilgotne ślady na ziemi i trawie.
Od kilku dni odkrywamy również na co ją stać, gdy spotka się z nocnym mrozem. 


Wciąż szukam sposobów na rozproszenie mgły. Na tą na zewnątrz nie mam wpływu, ale też najtrudniej znoszę mgłę, którą czuję w sobie. Pomaga przywoływanie wspomnień lata. Wycinam nas z naszych lipcowych zdjęć zrobionych nad Bugiem i wklejam na akrylowo-akwarelowe tła malowane kolorami z moich najszczęśliwszych snów. 


I wtykam w to ususzone badyle z naszego pola, zebrane przed miesiącem, gdy wszystko na nim było jeszcze barokowo jesienne. 


Makówek swoich jeszcze nie mamy, mąż mi skądś przyniósł, wiedząc, że na pewno się przydadzą do "wyższych celów" twórczych ;)


Taki collage-scrap-obrazek włożony w ramkę z szybką jest trochę jak okno do innego świata. W najbliższą niedzielę chciałabym otworzyć kilka podobnych okienek, dlatego zapraszam serdecznie na Przystanek Twórczej Edukacji na warsztaty "Wspomnienia 3D", na których pokażę jak tworzę taki właśnie przestrzenny obrazek w ramce. Pokażę też jak przygotowuję tło i papierowe warstwy malowane farbami akwarelowymi lub akrylowymi. Więcej informacji na plakacie :) 


Jestem pewna, że to będzie przepiękne spotkanie! :)

Dziękuję Ci za odwiedziny i przesyłam najcieplejsze myśli :*
Agnieszka

czwartek, 12 listopada 2015

Proces twórczy/proces życiowy

Doświadczam bardzo mocno tego, że warto tworzyć nie ze względu na efekt, ale dla samego procesu twórczego. Warto przechodzić przez kolejne etapy: entuzjastyczne początki, znudzenie pracą aż do jej porzucenia, powroty z nowymi siłami, pomysły, które każą wywrócić wszystko, co zrobiło się wcześniej do góry nogami. a czasem nawet zniszczyć i zacząć jeszcze raz, inaczej. Ten proces bywa trudny, męczący, wymykający się spod naszej kontroli. Ale jest zarazem wspaniały i fascynujący! Jak życie.


Gdybym zostawiła ten obrazek-kolaż na etapie, który wymyśliłam sobie jako finalny, opowiedziałby tylko kawałeczek pewnej historii.


Włożyłam go już sobie w ramkę i postawiłam na półce, oglądałam go i opowiadałam sobie "co było potem?". Mój synek Janek, który towarzyszył mi w pracowni, obejrzał oprawiony obrazek i powiedział, że mogłabym tutaj dokleić swoje zdjęcie z wózkiem z Idą. A ja od razu przypomniałam sobie o zdjęciu z pierwszego spaceru z Idą z zeszłego roku, które rzeczywiście doskonale by się do tego pomysłu nadawało! 


Był już późny wieczór, a ja siedziałam z Jasiem na podłodze w pracowni (mam dwa długie blaty i krzesła, a tak mocna jest siła nawyku! :/ ) i domalowywałam tło pod moje zdjęcie z dziećmi. Po drodze wylałam sobie na obrazek pół buteleczki czarnego tuszu, potem żółtym zalałam podłogę, potem wszystko było w tuszu, a do tego było późno...Ale oboje z Jasiem byliśmy tak podekscytowani tym, co właśnie tworzymy, że nic nie mogło nas zrazić. 


I tak powstała ta praca, która opowiada teraz o procesie życiowym, który się dokonywał przez 31 lat, między Wrocławiem a Wyszkowem... Moja trzydziestojednoletnia mama ze mną w wózku jesienią 1983 roku i trzydziestojednoletnia ja z Danusią, Jasiem i Idą (w wózku) jesienią 2014- nie wymyśliłabym sobie tego wszystkiego sama, poprowadził mnie proces. I mój synek, który "ma najlepiej w głowie" jak z dumą o sobie powiedział :)


Pozdrawiam Was serdecznie!